poniedziałek, 17 kwietnia 2017

świąteczne Polaków przy stole rozmowy

"...Krzysiek z Aśką dostali kiedyś akwarium i rybki od jakichś tam znajomych. I te rybki im zaczęły zdychać, jedna po drugiej. No codziennie jakaś jedna zdychała. Te córki im ciągle płakały, bo żal im było rybek. No aż została w końcu jedna i zdechnąć im nie chciała. No wiesz... Mieli akurat wyjeżdżać na wakacje do Chorwacji. I to akwarium trzydziestopięciolitrowe i ta lampka i ta pompka i to wszystko, no bez sensu dla tej jednej rybki. No więc Krzysiek zapytał:
- dziewczynki. Uratujemy życie tej biednej małej rybki?
- taaaaaak - krzyknęły dziewczynki machając z radości rączkami.
- to musimy wpuścić ją do toalety, a ona już sobie do morza dopłynie.
- hurrrrrrraaaa - ucieszyły się dziewczynki..."

wtorek, 14 lutego 2017

walentynki

Paradoksalnie Walentynek nienawidziłem najbardziej wtedy, kiedy byłem w związku. Dzisiaj, gdy widziałem na ulicach ludzi z kwiatami, czerwonymi balonami uśmiechałem się pod nosem, ciesząc się, że wielu z nich będzie miało udany dzień.

Podchodząc jednak do tego socjologicznie, to w naszym bloku, wybudowanym trzynaście lat temu, zamieszkałym głównie przez małżeństwa z długim stażem oraz singli panowały spokój i stagnacja. W bloku naprzeciwko, wybudowanym w zeszłym roku, zamieszkałym głównie przez młode i z krótkim stażem małżeństwa, związane wieloletnim kredytem hipotecznym chłopy biegały rano z kwiatkami średnio co pięć minut...

wtorek, 7 lutego 2017

gra o tron

Od wakacji  nie oglądam telewizji. Mając wciąż wiele zajęć wcale mi tego nie brakowało, ale kiedy nabawiłem się kontuzji i mam trzy wieczory w tygodniu wolne, naszła mnie chęć, by coś sobie pooglądać. Generalnie "Gra o tron" to całkiem fajny serial. W połowie scen się rżną, w co drugiej zarzynają, a z rzadka, w tak zwanym międzyczasie prawią coś o polityce, chociaż nie bardzo rozumiem.

W ósmym odcinku trzeciej serii namiestnik królewski, który prywatnie jest dziadkiem młodego króla, uknuje chytry plan tak, że księżniczkę północy, obiecaną wcześniej młodemu królowi wydadzą ostatecznie za księcia, wuja króla, w związku z czym zostanie ona ciotką swojego niedoszłego męża. Król poślubi w zamian inną księżniczkę, taką z południa, której brat poślubi owdowiała matkę młodego króla. W związku z tym brat księżniczki z południa zostanie jej teściem i jednocześnie ojczymem swojego szwagra, a królowa będąc jej teściową będzie również jej szwagierką. 

Póki co trwa wesele księżniczki północy z księciem, który jest karzełkiem. Wszyscy chleją. Książe chleje z rozpaczy, bo musiał wziąć ślub z księżniczką północy, choć naprawdę kocha inną. Księżniczka północy je*ła sobie wino dla kurażu na myśl, że będzie musiała spędzić noc z karzełkiem, choć wolałaby z bratem księżniczki z południa, podczas gdy ten wolałby spędzić noc z innym rycerzem. Ale nie może to pije, a nie może, gdyż wszyscy mają na niego oko, jako że został obiecany matce króla, która również pije, bo kocha swojego brata, z którym ma dwójkę dzieci, z których jedno jest królem i pije, a drugie mocno nieletnie rozpije się wkrótce. Na bank. Bo na trzeźwo nikt tego nie ogarnie. 

piątek, 3 lutego 2017

pozytywne wibracje

- jak się jeździ? - zapytała mnie, gdy już siedzieliśmy na kanapie wyciągu, starsza pani, której chwilę wcześniej ustąpiłem miejsca, żeby mogła zmieścić się w kolejce.
- doskonale. Pogoda jest piękna, świeci słońce, jest ciepło i przyjemnie.

Upatrzyłem sobie tę panią, gdy dojeżdżaliśmy do kolejki. Pogodna, z pomarszczoną, opaloną twarzą i roześmianymi oczami. Dziarska siedemdziesięciolatka z Wodzisławia. Po AWF-ie. Przepracowała w szkole 38 lat. Każdego roku jeździła na zimowiska do Świeradowa. Na rękach miała skórzane, narciarskie rękawice, które kupiła w 1973 roku. Towarzyszyły jej w każdym sezonie, również we włoskich oraz austriackich Alpach. Pełna energii i pasji. Zapalona rowerzystka. Nie wiem, jak ma na imię, ale w krótkim czasie niewiele można się dowiedzieć o człowieku. W końcu jechaliśmy wyciągiem na górę niecałe pięć minut :)

niedziela, 29 stycznia 2017

wesele transseksualne

Ni stąd, ni zowąd przypomniało mi się wesele "transseksualne", na którym byłem jakieś trzy lata temu. Zaprosił mnie na mnie Bogu, jako swoją osobę towarzyszącą. Transseksualne dlatego, że pan młody był kiedyś panią, zanim nie poddał się procedurze zmiany płci. I w zasadzie dla nikogo z rodziny, czy zaproszonych gości nie stanowiło to żadnego problemu. Cywilna ceremonia ślubna i późniejsze wesele były jednymi z najradośniejszych uroczystości, w jakich kiedykolwiek przyszło mi brać udział. Pełnymi cywilizowanych, kulturalnych, wesołych, otwartych i przede wszystkim tolerancyjnych ludzi. Różnorodnych. 

Dziś myślę, że gdyby choć trzydzieści procent społeczeństwa była tak tolerancyjna, żylibyśmy w innym, cywilizowanym kraju. Ale na to przyjdzie nam poczekać, albo nawet tych czasów nie dożyć bo warunkiem tego, by nie mieć problemów z innymi ludźmi jest przede wszystkim to, by nie mieć problemów z samym sobą. 

niedziela, 15 stycznia 2017

heaven and hell

W sobotę w HAH spotkaliśmy "narzeczoną" Jaśka. Jasiek poznał ją, a właściwie ona Jaśka jakieś dwa miesiące temu. Staliśmy przy barze i zauważyłem, że ona cały czas mu się przygląda. Była w niego wpatrzona jak w obrazek. Powiedziałem mu o tym, a on powiedział, że wie, że ona cały czas się na niego gapi. 

To było nasze, jak zawsze, udane wyjście do knajpy. Schodziliśmy co jakiś czas z parkietu przy górnym barze, żeby napić się wódki, którą barman tego wieczoru polewał nam za darmo. Kiedy postawił mi pierwszą kolejkę i nie chciał za to kasy zaczęliśmy tam z Jaśkiem chodzić cały czas. Na picie tego wieczoru wydaliśmy ledwie dwadzieścia złotych i to tylko dlatego, że daliśmy barmanowi niewielki napiwek. No i kiedy tak znów przystanęliśmy, ona siedząc po drugiej stronie baru patrzyła na niego robiąc maślane oczy. Właściwie przyznać trzeba, że była bardzo ładna i fajnie wyglądała kiedy do niego wzdychała. Ona patrzyła na niego, Jasiek patrzył na mnie i na nią, a ja patrzyłem to nią to na niego. I miałem niezły ubaw. Kiedy spojrzała na mnie, zrobiłem lekki grymas, jakby chcąc jej pokazać "no cóż. bywa" i wtedy Jasiek pokazał palcem na mnie i kiwając nim w zaprzeczeniu powiedział bezgłośnymi ustami "to nie jest mój facet". A ja kiwając głową na boki mówiłem bezgłośnymi ustami "nieprawda. jestem". On znów powiedział, że nie jestem, a ja znów powiedziałem, że to nieprawda bo jestem i łapiąc go za mordę, delikatnie pocałowałem.

Kiedy zszedłem na chwilę z parkietu, żeby pójść na fajkę, zobaczyłem ją, jak siedzi na kanapie i wciąż się na niego gapi. I właściwie nie wiem, czemu to zrobiłem, ale podszedłem do niej i powiedziałem "idź walcz o niego dziewczyno. on wcale nie jest gejem i tylko udaje". Kiedy wróciłem na parkiet i zacząłem się bujać koło Jaśka, on powiedział: "Ty. Nie mogę się opędzić. Ona cały czas się wokół kręci". "Ciekawe dlaczego?!" - bardziej stwierdziłem niż zapytałem. Jasiek pewnie i by z nią potańczył, ale dziewczyna, choć ładna, na parkiecie była jak taran. 

No i teraz w sobotę znów ją zobaczyłem. Przechodziła koło mnie, a ja stuknąłem ją w ramię, żeby powiedzieć "cześć" i pokazać jej skinieniem głowy Jaśka, ale odwróciła się na chwilę i poszła dalej. Zobaczyła go chwilę później i przypuściła atak. 

To był naprawdę udany wieczór. Jak dla mnie, bo Jaśkowi nie było do śmiechu :D Inna rzecz, że zszargaliśmy sobie u niej opinię, co akurat mnie nie martwi, bo faceci ze złą reputacją mają zawsze większe wzięcie.

niedziela, 1 stycznia 2017

To był ciężki rok. Niech ten nowy, 2017-ty będzie dla Was szczęśliwy. Wszystkiego najlepszego. Wszystkim. Od teraz.